środa, 23 lipca 2014

Zamki, eksperymenty kulinarne oraz nieudana ewakuacja - dzien 5i6/9

Dzisiaj Bedzie notka z 2 dni.
A dlaczego ? No bo tak wyszło :P - a tak naprawdę mamy 2 noclei w Dusznikach Zdrój i jakoś "nie miałem okazji" wczoraj nic napisać.
Oczywiście wszystko po kolei :)

Rybarzowice pożegnały nas lekko pochmurnie więc pozapinani w podpinki zaczęliśmy sie kierowac w kierunku szczyrku.
Przez Szczyrk i Wisłę dojechaliśmy na szczyt "Równica"
Podjazd na tą góre jest "taki sobie", ale widoki sa tego warte.



Jak widać po zdjęciach barowa pogoda nas nie opuszczała, nastroje jednak były bardzo dobre więc czym prędzej ruszyliśmy dalej. Jak się później okazało był to bardzo dobry ruch, ponieważ paręnaście/dziesiąt kilometrów dalej wyszło słoneczko.

Tworków przywitał nas ruinami zamku pod który bardzo miła pani pozwoliła nam wjechać motocyklami.
Skutkiem tego popełniliśmy serie zdjęć naszych "rumaków"


W Kowiarkach natrafiliśmy na pałacyk który nie jest udostępniony do zwiedzania, ponieważ został on zakupiony przez prywatna osobę z zagranicy.
Bardzo miły pan jednak nas wpuscił pod warunkiem, że nie bedziemy przeszkadzać fotografom i parom ślubnym (swoja droga dość specyficzne miejsce na robienie ślubnych fotografii)
Dowiedzieliśmy sie od tego pana o historii tego pałacyku, oraz o różnych ciekawych eventach które miały miejsce w nim.





Zamek w Mosznie to już inna para kaloszy. Tutaj to jest naprawdę na bogato zrobione.




Jako, że do Nysy nie było już daleko postanowiliśmy ja także zobaczyć i zwiedzić tamtejsze restauracje. Gdybyście zabłądzili w tamtejszych rejonach proponuje zjeść w McDonald. Restauracje "Loch" proponuje omijać szerokim łukiem. Ja dostałem odgrzewanego kurczaka a Mariano zatruł się schabowym.


Wróciwszy do motocykli zastaliśmy taką oto ciekawostkę:


A motocykle były zaparkowane w cieniu żeby nie było - śliczna ciastolina na ulicach jest :)

Dojechawszy do Dusznik-Zdroju i zrobiwszy po nim rundkę mogę stwierdzić, że tam nic kompletnie nie ma :P chłopaki to samo stwierdzili wiec udaliśmy się na miejsce noclegowe. Miejsce super wieć w tył zwrot i jazda po mięcho na grilla.
Jako, że trochę wcześniej Majkel miał kolejne urodziny to postanowiliśmy je uczcić flaszeczką :)
Wraz z grillem zostało odpalone ognisko wiec klimacik był. zaproszona właścicielka niestety nie zjawiła się na tej imprezie aczkolwiek zjawiły sie dziewczyny mające praktyki w tej placówce :)
od słowa do słowa i pomiędzy karkóweczką i ziemniakami czas szybko minął i zaczęliśmy się po trochu wykruszać do spania.
ja poszedłem jako 3 od końca i na pacu boju zostali Kuba i Maniek. Grzecznie posprzątali po sobie i wracając do pokoju Kuba chciał sobie przyświecić aby nic nie zgubić po drodze. W miejscu gdzie standardowo znajduje się włącznik do światła (w normalnych warunkach) tutaj był włącznik do alarmu przeciwpożarowego. Testy tego urządzenia przebiegły w sposób błyskawiczny aczkolwiek sukces był połowiczny - alarm wył, ale straż się nie pojawiła... Nie wiem jak mam to interpretować - spaliłbym sie żywcem czy nie ?

Po rewolucjach nocnych następny dzień rozpoczął się po godzinie 11. Jako, że nikt z nas nie garnął się do motocykla postanowiliśmy urządzić pieszą wycieczkę. Mieszkając obok granicy byłoby grzechem nie wybrać się do naszych południowych sąsiadów. Od pomysłu do realizacji nie minęło więcej niż 20 min.






4,5 km dalej była miejscowość Oleśnica


 Gdyby ktoś tu trafił bardzo gorąco polecam restauracje LOVECKY ZAMECEK - przepyszne jedzenie w absurdalnie niskich cenach. Osobiście polecam zupę czosnkową i smażony ser, Majkel natomiast bardzo zachwala barszcz czerwony z mozzarellą.
Droga powrotna przebiegała etapami - raz szliśmy i moknelismy raz chroniliśmy się przed zacinającym deszczem po różnych zakamarkach :) Tym sposobem po przebyciu ok 14 km trafiliśmy na punkt startu co generalnie zakończyło nasze zwiedzanie Duszników-Zdrój.

Notkę pisałem dość późno więc przepraszam za ewentualne błędy językowe - o gramatycznych o ortografach nie będę nawet pisać :P

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz