Zaczął się nijako a kończy się trochę mniej nijako.
Po obudzeniu widok za oknem nie zachęcał do niczego - mgła, deszcz i szaruga.
Dzień rozpoczęty szybkim śniadaniem i decyzją "Jedziemy do Złotego Stoku zwiedzać kopalnie", której nie udało nam się zwiedzić 5tego dnia ponieważ spóźniliśmy się na ostatnia wyprawę o 15 min.
Oczywiście musiało się rozpadać... Ale nic - jedziemy.
Po dostaniu się do celu zakupiliśmy bilety i poszliśmy zwiedzać.
Wycieczka bardzo fajna - polecam każdemu kto będzie w okolicach Kłodzka.
Następnie po naradzie postanowiliśmy pojechać do Kudowy-Zdrój drogą 100 zakrętów. Mnie ta droga bardzo się podobała ponieważ z racji pogody mieliśmy odcinki ładne aczkolwiek mokre oraz skąpane w chmurach i mgle gdzie widoczność spadała do 10-20 m aby po 50m wrócić do stanu normalnego.
Z Kłodzka postanowiliśmy wybrać się ponownie do Czech a dokładniej na skocznie w Harrachovie.
Podobno no (według GPS) staliśmy dokładnie pod nią - ciężko mi było to stwierdzić :\
Jazda do Harrachova przebiegła drogą "14" w Czechach. Gdyby nie to ze została ona uszkodzona przez rzekę i odbudowywana z robotami co 3 km byłaby ona jedna z piękniejszych dróg jakimi jechaliśmy. Całość niestety psuł także wszechobecny deszcz...
wymordowani tą droga udaliśmy się do Karpacza aby poszukać tam naszego noclegu oraz spotkać sie z znajomą Mariusza - Betaszą.
Jutro mamy kolejny dzień stacjonarny w Karpaczu - z różnymi stacjonarnymi atrakcjami - zobaczymy co z tego będzie :)
Tymczasem - dobranoc.
PS: maniek się uparł żeby dopisać ze przejechał zakręt śmierci wyprzedzając tira i osobówkę po zewnetrznej (generalnie nie zauważył w nim nic nadzwyczajnego).
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz