Poranek rozpoczety przez niektórych o 3:30 (pytam po co?). My z Majkelem wstalismy przed 7 o "ludzkiej godzinie".
Chłopaki zaczęli szykować śniadanie - jajecznica z 16 jaj - wybaczcie, ale nie zdążyłem zrobić zdjęcia. Mimo niedowierzania udało mi się doszorować patelnie mimo sugestywnego "Moro weź to wywal do Dunajca bo nie domyjesz"
Wyjechaliśmy w stronę Niedzicy celem zobaczenia tamtejszego zamku oraz tamy czorsztyńskiej.
I dalej w stronę Żywca przez Zakopane Mam uraz do tego miasta z powodu dojazdów i korków. Wjeżdżałem do tego miasta chyba 3 raz w życiu, ale takich korków to jeszcze nie widziałem "nawet na Zakopiance". Oczywiście standardowo na Krupówkach tyle ludzi, że nie było widać "miśków".
Dalej kawałek z prześlicznymi winklami oraz wieś z domkami całymi z drewna - wszystkie praktycznie takie same - normalnie wyglądała jak skansen.
Dojechaliśmy do Żywca w końcu. Na początek góra "Żar" na szczycie, której stał wyluzowany pan policjant i zawracał wszystkich bo "jest zakaz wjazdu" - muszę to sprawdzić bo nie przypominam sobie żadnego znaku ograniczającego.
Wyjeżdżając do Żywca złapał nas deszczyk - postanowiliśmy pozakładać podpinki...
... Jak to zawsze bywa jak skończyliśmy się ubierać to przestało padać - zawsze tak jest :P
Ambitnie postanowiliśmy zwiedzić muzeum Browaru Żywiec ...
Oczywiście jak to bywa w życiu i w poniedziałki w Polsce - muzea są zamknięte - otarliśmy łzy pizza i pojechaliśmy szukać naszego domku.
Pisząc te słowa deszcz na dworze siąpi i powiem szczerze ze przyjemność jazdy po zakrętasach miedzy Wisłą i Szczyrkiem będzie trochę wątpliwa - nie będziemy mieć aż takiej przyczepności jakbyśmy chcieli - no chyba, że coś się przez noc zmieni ;).
Czekamy zatem na jutro...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz