Dzień drugi wyprawy. ekipa była na nogach przed budzikiem. Nie wiem dlaczego, ale będąc na urlopie wstaje wcześniej niż chodząc do pracy. Pobudeczka nastąpiła chwilkę po 7:15.
Po pysznym śniadaniu ruszyliśmy w trasę, która mniej więcej wyglądała tak.
Od pierwszego kilometra mieliśmy uśmiech na twarzy - z zakrętu w zakręt, ale po pewnym czasie człowiek zaczyna prawie marzyć o kawałku prostej drogi.
Trafiliśmy na taras widokowy - na którym widzieliśmy Tarnicę - najwyższy szczyt Bieszczad (info od Mariana)
Po 10 minutowym odpoczynku dalej "na koń"i w poszukiwaniu przygody. Traska była naprawdę prześliczna. W filmiku, który będzie sklecony po tej trasie na bank nie będzie oddawać dzisiejszych wspomnień i wrażeń.
Znaleźliśmy także ciekawostkę - droge, która została podmyta przez rzeke.
Dzisiejszy dzień był także spędzany poza granicami RP.
Tylko mineliśmy granice i świat stał się "inny" - drogi gładkie jak stół, ludzie mili a wszyscy jeżdżą spokojniej i nieśpiesznie.
Wycieczka zakończona w Krynicy Zdrój.
Teraz czas na regenerację.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz