piątek, 28 marca 2014

08.2013 Szlakiem Latarń Morskich cz2

W części drugiej miałem się rozpisywać o mniej lub bardziej ciekawych przygodach. O targach z "wynajmowaczami" pokoi nad morzem oraz innych pierdółkach.

Doszedłem jednak do wniosku, że nie będę zanudzać was całą opowieścią...
No dobra...
*Pogoda się zrobiła.  Zima przechodzi do czas przeszłego -więc wolę jeździć niż siedzieć wieczorem nad komputerem i pisać notkę o wycieczce sprzed ponad 6 miesięcy :P - macie mnie.
...opiszę tylko parę rzeczy (chyba tych ważniejszych).

Cała Mapa na wybrzeżu wyglądała tak: Link



Wszystkich latarni jest 16 (17 licząc tą w Sopocie) -> chyba nie pominąłem żadnej.
Zdecydowana większość z nich jest śmiało dostępna dla leniuchów, palaczy i tych co mają daleko wszędzie (czyli generalnie stoją w odległości 10 - 100 m od parkingu).
Ci ostatni zdecydowanie nie polubią między innymi Człopina, Stilo czy Kikuta (Wisełka) ponieważ droga do nich jest najczęściej mocno pod górę po piasku i niewygodnie. A na dodatek jeszcze te schody na górę....
Całą resztę spokojnie można zdobyć, prawie nie zsiadając z motocykli.

Świetny fitness będziecie mieli na latarniach w Gąskach i Świnoujściu  - proponuje nie zapomnieć np. aparatu fotograficznego z dołu, bo nie na darmo są to 2 najwyższe latarnie na szlaku :)
Jak ktoś idzie już w lenistwo doskonałe (prawie), to proponuje park miniatur w Niechorzu obok latarni. Ładne Panie oprowadzają i generalnie można zobaczyć wszystko w skali (1:20 chyba) - znaczy latarnie a nie Panie - te są w skali 1:1.

Teraz trochę praktycznych rad.
Zakwaterowanie - jako, że grupa była 3 osobowa jechaliśmy na żywioł bez zamawiania noclegów - zazwyczaj 2gie drzwi były ostatecznymi drzwiami, gdzie zostawaliśmy (nasz pułap wynosił 45 PLN / osoba).
Wyjątkiem jest Mielno, gdzie tą (tu wklejcie jakiekolwiek niecenzuralne słowa) wiochę przejechaliśmy prawie 3 razy i nic się znaleźć nie mogło.

Co do jedzenia. Śniadanie spokojnie można sobie zrobić turystycznie (bułka, serek, wędlinka, parówki (gospodarze użyczą trochę gazu i garnek na bank nieodpłatnie) i kubuś).  Wieczorami obowiązkowa rybka z chmielem i frytkami :P. Tutaj co kto lubi, aczkolwiek (zapewne) wszystko przywożone z Chin :P.  Ja się raczyłem flądrami, dorszami czyli generalnie standardem (i wmawiałem sobie, że są "tutejsze").
Najlepsze piwo, jakie piłem na tej trasie (zarówno najlepsza rybka) była w Łebie i generalnie POLECAM tam zjeść i dziabnąć piwo Łebskie (jak znajdę w Wawie to, kupie na bank).

Zdjęciami nie będę zanudzać, ale mam coś, co zmontował kolega Marian po naszej wycieczce. Myślę, że zaspokoi to wasz głód wizjo-foniczny :)



Co do następnej notki to, mam nadzieje że pojawi się za 2 tyg i będzie już "aktualna", czyli z 2014. Jeśli nie, to napisze coś o planach na 2014 - zrobię małą "zajawkę" tego co, może się dziać :P

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz