Strony

środa, 3 września 2014

22-24.08 2014 - Jaja na wypadzie

Zlot GSXF.PL.
Zlot na którym byłem już nie motocyklem Suzuki aczkolwiek Yamaha.W tym roku znowu odbył się nad jeziorem Chańcza. Zlot na którym musiałem być ponieważ jest on organizowany także dla Marcina ...
W piątek nie daliśmy rade z Ogórkiem już dojechać do chłopaków ponieważ każdy miał swoje zajęcia wieczorem - plan - wyjazd o 6 rano :)
Spotkaliśmy się o 6:15 na stacji Orlenu aby ruszyć w drogę, drogę spokojną bez wariactw tak aby szczęśliwie dojechać. Na miejscu byliśmy ok 11. I tutaj pierwsze zderzenie się z rzeczywistością - koledzy wstawali i nie do konca byli gotowi do jazdy po integracji :) mogliśmy wyjechać o 10 i tez byłoby fajnie :).



Ok 15 wybraliśmy się do Marcina.






Przyszedł czas na refleksje i na wspomnienia... niestety nie wszystkie były one pozytywne.

Szybka wycieczka na regeneracyjny obiad.



I tutaj rozdzieliliśmy się na 2 grupy: Gr1 poleciała na pole namiotowe organizować ognisko Gr2 poleciała zwiedzać. Ja jako że nie byłem rok temu chciałem coś zobaczyć wiec byłem prowodyrem grupy nr 2.

Na pierwszy ogień poleciał zamek Krzyż Topór





Świetny zamek wraz z niezwykłą historią. Jako że można było wchodzić w różne zakamarki postanowiliśmy zwiedzić go dość dokładnie. 2h zajęło nam pochodzenie po tych ruinach (bardzo polecam jak ktoś będzie w okolicy tego zabytku.).
Jako że godzina była młoda postanowiliśmy podskoczyć jeszcze gdzieś. telefon podpowiedział "Pacanów"
Długo sie nie zastanawiając pojechaliśmy szukać tego co kozy podkuwa





Po czym zaczęliśmy się kierować w kierunku ogniska i naszej kolacji :)




Następny dzień był pod wezwaniem takij oto maszyny :)


...i każdy powolutku uruchamiał swojego rumaka aby wracać do domku.



RAV (jeden z kolegów którzy byli na zlocie od początku) - jego opis miażdży system wiec postanowiłem wkkleić :D

Mianowicie ....

Zlot GSXF.pl to jakaś totalna porażka :/ kibel jakich mało, ale po kolei.

Miejscówka zlotu to jakaś dziura na mapie Polski, która przyciąga samych posrańców, typu zeszłoroczna Doktorowa czy tegoroczny młodociany nawąchany samuraj z maczetą i małym ptokiem :paluj: i o dziwo parkują swoje turbo kampery w tym samym miejscu. Drewno na ognisko, za jakieś horrendalne pieniądze okazało się tak mało kaloryczne, że kilka osób zdążyło przy nim zasnąć zanim zrobiło się cieplej. Coca cola na popitkę za sprawą świętego Mikołaja na urlopie nagle zmieniła się w Pepsi. Na samym polu namiotowym zamiast lodówki dostaliśmy jebniętą w krzaki pralkę ... na chu..j nam pralka skoro gorzołka ciepła, przecież od wirowania się nie schłodzi. Dobrze, że Michus wykopał w ziemi dołek w którym można było te flaszki lekko schłodzić. Zlot miał być, cytuję "Jaja na wypadzie" a towarzystwo poprzyjeżdżało jakimiś gsxr'ami, imbrykami, 650'tką i USS Indianapolis w wersji świecącej bożonarodzeniowej chionki :idontknow: A towarzystwo .... no to już był zlepek indywiduów .... jak babcie kochom ..... jedni gadają drudzy godojom ...... i nikt bez 50ml dobrze schłodzonej substancji nie kuma o co biega, więc od rana trzeba było pić by zrozumieć co to te "koncki". Ragor jak się do wódki przysiadł i walił kielich za kielichem to myślałem ze dla innych zabraknie i będą chlipać wodę z jeziora, drugi aparat - Woźny - jak zgłodniał to w knajpie opierdzielił tyle żarcia :hungry: , że dla biednego skacowanego Ragora zabrakło filetów z pierogów i musieli mu przez godzinę kleić nowe, już myślałem że kelnerkę też pożre, "lewy" - nie zabrał ze sobą elektrycznej pompki do karimaty, przez co narażając własne życie musiałem od ostatniego samuraja alias "maczeta" pożyczyć ręczną i dymać materac siłą własnych wątłych mięśni. Był i rumcajs co po zgoleniu brody w ogóle rumcajsa nie przypominał, ino z "godki" powodował salwy radości wśród zebranej gawiedzi, "kamerzysta" - przyjechał na jeden dzień z noclegiem a nagrał 19 sekund filmu, "paparazzi" tak się zakręcił z tymi zdjęciami, że niektóre musiał trzaskać po kilka razy by coś było widać, a jakiś kretyn znów pół nocy puszczał "niebieskooką" :gitara: ch...j wie po co, jak chwilę wcześniej leciał Sabaton, Ironi, czy Metallica ... no baran no. Kwintesencją całego wyjazdu był powrót. Nosz kur....wa, tak zapierda..liśmy pod przewodnictwem kapitana okrętu flagowego marynarki wojennej USS Indianapolis, że już pod Warszawą Ogórek musiał zasabotować swój motocykl jak się zorientował, że tak szybko w domu będzie .... no przecież żona to by go zjadła żywcem jak by tak wcześnie wrócił. Na szczęście z ogórkowej 650'tki wyleciał zbędny balast w postaci alarmu i można było zapierdzielać dalej. 340km na jednym zbiorniku i jeszcze parę kropelek benzyny mam .... dawno nie miałem takiego wyniku i już myślałem że coś się spierdzieliło :)

No i na koniec Pan organizator :megafon: - Marcin, SCHmarcin, czy MarcinSCH, Shummi, Schumaher, no ten co po korytarzach szkolnych popierdzielał niczym przecinak - no qrwa chłopie jak zrobisz jeszcze taki zlot :nono: to wiedz, że znów na nim będę :eye: .......... tylko ławki załatw z oparciami bo z tych to się można nieźle spierdzielić na plecy :lol:
O nieobecnych pisał nie będę, ale Abek jak Cię dorwę to ci z D... jesień średniowiecza zrobię:paluj:



Zdjęcia moje jak i Ogórka możecie znaleźć TUTAJ

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz