Strony

poniedziałek, 28 lipca 2014

Podsumowanie "Moto Góry 2014"

Stety lub niestety wszystko kiedyś się kończy.

Kiedy 12 dni temu ruszaliśmy na wycieczkę śladami polskich gór nikt nie mógł przewidzieć ile intrygujących, ciekawych, spontanicznych ale i chwilami przerażających sytuacji może nas spotkać.
Nie wszystkie zostały one opisane na tym blogu, ponieważ, albo bym was zanudził, albo wygadał za dużo :).
Tu też mała petycja do tych którym "mało" informacji - zapraszamy na kolejne nasze wypady na o2o - wtedy nic was nie ominie :)

Chciałbym podziękować dzielnej ekipie która wytrzymała z "Kapitanem Ślimakiem" w "Kamazie" wypominając mu tylko czasami brak ogarnięcia sprzętu.
Kolejno chciałbym podziękować...

Majkelowi - za to że miałem co wozić w kufrze centralnym - gdyby nie on nie byłbym dociążony odpowiednio w zakrętach :)

Marcinowi "Koko" Italiano - za prowadzenie peletonu, za gubienie się w praktycznie każdym możliwym miejscu i za nadawanie tempa... No i za to że czekał co jakiś czas na mnie.

Mariuszowi - za potężną dawkę humoru oraz dość osobliwe przekazywanie swoich racji w stosunku do linii ciągłych, zakazów wyprzedzania czy mojej "ekstremalnej" jazdy. :)

Kubie - za to że pokazał, iż nieważne czym jeździsz a jakim jesteś człowiekiem, wielkie podziękowania za ogromy dystans do siebie oraz za wprowadzanie oryginalnych walorów estetycznych konsumując wszelakie zimne specjały :) ... aha... "Tak Kuba nadal lubię masło w waflach" :P

Jako grupie chciałbym podziękować za wspólnie spędzony czas, za przejechane przeze mnie 2440 km (licznikowo 1525 mil).

Dziękując nie mogę zapomnieć o Beacie która pomimo dość oryginalnego tłumaczenia miejsca zbiórki przez maturzystę z Geografii jednak do nas dołączyła i przejechała "parę" km w naszym towarzystwie, a później pokazała nam, że Wrocław jest naprawdę ślicznym miastem.

Kinga - pomimo, że nie pojechałaś z nami dziki że byłaś "razem z nami" na tej wyprawie oraz za to, że powitałaś nas w Piotrkowie Trybunalskim.

Na sam koniec wklejam 2 ostatnie zdjęcia z ostatniego (10 dnia) podróży - którego nie będę juz opisywać bo w sumie nie ma co...



PS1
Całą wycieczkę oczywiscie jechaliśmy zgodnie z przepisami, nie łamiąc zasad ruchu drogowego oraz ogólnie panujących norm :)
PS2
Wyczekujcie kolejnych wpisów. Kiedy one będą - tego na chwile obecną nie zdradzę bo ... nie wiem :P Oby jak najwcześniej.
PS3
Bym zapomniał link do zdjęć (wszystkich) macie TUTAJ

niedziela, 27 lipca 2014

Zdziffko w Wrocławiu - dzien 9/9

Sobota rozpoczęła się śliczną pogodą. Wszyscy po zrzuceniu wszelakich podpinek ochoczo rzucili się na motocykle celem ruszenia w dalsza drogę.

Pierwszy przystanek Wodospad Szklarka
Jedyny minus tego zwiedzania była opłata za wejście do parku krajobrazowego (sic). Następnym razem idę przez rzekę :P
Chociaż widok był wart tych 5 pln :)


Następnie ruszyliśmy zwiedzać zamki / opuszczone kościoły i takie tam inne.






Wszystkie atrakcje są oddalone od siebie max 30 min jazdy.
Co do ostatniego zdjęcia jest to opuszczony kościół. Niestety spóźniliśmy się o ok 2 miesiące ponieważ w tym czasie zamurowali wejscie oraz okna :(.

Celem podnóży na dzień wczorajszy to był Wrocław.
Miasto które przywitało nas Sylwią i Justyną (dziewczynami Kuby i Marcina). Zdziwienie było dość duże ale ekscytacji w głosach chłopaków nie usłyszałem :P - oczywiście z biegiem czasu ochłonęli i już było "spoko".
Moje odczucia:

Krasnale - zajebista sprawa








Spiż - przereklamowany browar - o ile ciemne które wziąłem było mocno ok o tyle jasne było mocno słabe.

Wrocław jako miasto jest przepiękne - szczegulnie nocą.








A teraz trzeba pozbierać manatki i ruszać powoli do Wawy.

piątek, 25 lipca 2014

"Z buta" czyli dzien oddechu od motocykla - Karpacz - dzien 8/9


Dzisiaj notki nie bedzie dlugiej ponieważ odległości jakią zrobiliśmy na moto była rowna 0 km.
Natomiast w nogach czuje kilometry zrobione "z buta" po Karpaczu i okolicach.

Niech może przemówią zdjęcia :)

Byliśmy zobaczyć kościółek WANG


Następnie po krótkiej przerwie ruszyliśmy w kierunku Kolejki na Kope oraz aby udać się na Śnieżkę.
Natrafiliśmy na fajny sztuczny wodospad :)




Następnie kolejką na Kope





Wszystkim udało się wylądować :)






Jako że początek wycieczki na Śnieżkę przypadł na godzinę 15:30 a do 17 musieliśmy być na kopie niestety nie wszyscy dotarli na szczyt :( (ja i Kuba zrezygnowaliśmy)

Ja dotarłem "aż" tutaj i miałem taki oto widok na szczyt:


Jutro kierunek Wrocław i zaczynamy powolutku powrót do miejsca startu czyli Warszawy.

czwartek, 24 lipca 2014

Deszcze niespokojne potargały nas... dzien 7/9

Ponury dzień, deszczowy dzień.
Zaczął się nijako a kończy się trochę mniej nijako.
Po obudzeniu widok za oknem nie zachęcał do niczego - mgła, deszcz i szaruga.


Dzień rozpoczęty szybkim śniadaniem i decyzją "Jedziemy do Złotego Stoku zwiedzać kopalnie", której nie udało nam się zwiedzić 5tego dnia ponieważ spóźniliśmy się na ostatnia wyprawę o 15 min.
Oczywiście musiało się rozpadać... Ale nic - jedziemy.
Po dostaniu się do celu zakupiliśmy bilety i poszliśmy zwiedzać.
Wycieczka bardzo fajna - polecam każdemu kto będzie w okolicach Kłodzka.
 





Następnie po naradzie postanowiliśmy pojechać do Kudowy-Zdrój drogą 100 zakrętów. Mnie ta droga bardzo się podobała ponieważ z racji pogody mieliśmy odcinki ładne aczkolwiek mokre oraz skąpane w chmurach i mgle gdzie widoczność spadała do 10-20 m aby po 50m wrócić do stanu normalnego.

Z Kłodzka postanowiliśmy wybrać się ponownie do Czech a dokładniej na skocznie w Harrachovie.
Podobno no (według GPS) staliśmy dokładnie pod nią - ciężko mi było to stwierdzić :\


Jazda do Harrachova przebiegła drogą "14" w Czechach. Gdyby nie to ze została ona uszkodzona przez rzekę i odbudowywana z robotami co 3 km byłaby ona jedna z piękniejszych dróg jakimi jechaliśmy. Całość niestety psuł także wszechobecny deszcz...

wymordowani tą droga udaliśmy się do Karpacza aby poszukać tam naszego noclegu oraz spotkać sie z znajomą Mariusza - Betaszą. 

Generalnie Betasza miała jechać z nami od Złotego Stoku, ale dla Mariusza Złoty Stok czy Złotoryja to to samo więc spotkaliśmy się dopiero tutaj :).
Jutro mamy kolejny dzień stacjonarny w Karpaczu - z różnymi stacjonarnymi atrakcjami - zobaczymy co z tego będzie :)

Tymczasem - dobranoc.

 PS: maniek się uparł żeby dopisać ze przejechał zakręt śmierci wyprzedzając tira i osobówkę po zewnetrznej (generalnie nie zauważył w nim nic nadzwyczajnego).

środa, 23 lipca 2014

Zamki, eksperymenty kulinarne oraz nieudana ewakuacja - dzien 5i6/9

Dzisiaj Bedzie notka z 2 dni.
A dlaczego ? No bo tak wyszło :P - a tak naprawdę mamy 2 noclei w Dusznikach Zdrój i jakoś "nie miałem okazji" wczoraj nic napisać.
Oczywiście wszystko po kolei :)

Rybarzowice pożegnały nas lekko pochmurnie więc pozapinani w podpinki zaczęliśmy sie kierowac w kierunku szczyrku.
Przez Szczyrk i Wisłę dojechaliśmy na szczyt "Równica"
Podjazd na tą góre jest "taki sobie", ale widoki sa tego warte.



Jak widać po zdjęciach barowa pogoda nas nie opuszczała, nastroje jednak były bardzo dobre więc czym prędzej ruszyliśmy dalej. Jak się później okazało był to bardzo dobry ruch, ponieważ paręnaście/dziesiąt kilometrów dalej wyszło słoneczko.

Tworków przywitał nas ruinami zamku pod który bardzo miła pani pozwoliła nam wjechać motocyklami.
Skutkiem tego popełniliśmy serie zdjęć naszych "rumaków"


W Kowiarkach natrafiliśmy na pałacyk który nie jest udostępniony do zwiedzania, ponieważ został on zakupiony przez prywatna osobę z zagranicy.
Bardzo miły pan jednak nas wpuscił pod warunkiem, że nie bedziemy przeszkadzać fotografom i parom ślubnym (swoja droga dość specyficzne miejsce na robienie ślubnych fotografii)
Dowiedzieliśmy sie od tego pana o historii tego pałacyku, oraz o różnych ciekawych eventach które miały miejsce w nim.





Zamek w Mosznie to już inna para kaloszy. Tutaj to jest naprawdę na bogato zrobione.




Jako, że do Nysy nie było już daleko postanowiliśmy ja także zobaczyć i zwiedzić tamtejsze restauracje. Gdybyście zabłądzili w tamtejszych rejonach proponuje zjeść w McDonald. Restauracje "Loch" proponuje omijać szerokim łukiem. Ja dostałem odgrzewanego kurczaka a Mariano zatruł się schabowym.


Wróciwszy do motocykli zastaliśmy taką oto ciekawostkę:


A motocykle były zaparkowane w cieniu żeby nie było - śliczna ciastolina na ulicach jest :)

Dojechawszy do Dusznik-Zdroju i zrobiwszy po nim rundkę mogę stwierdzić, że tam nic kompletnie nie ma :P chłopaki to samo stwierdzili wiec udaliśmy się na miejsce noclegowe. Miejsce super wieć w tył zwrot i jazda po mięcho na grilla.
Jako, że trochę wcześniej Majkel miał kolejne urodziny to postanowiliśmy je uczcić flaszeczką :)
Wraz z grillem zostało odpalone ognisko wiec klimacik był. zaproszona właścicielka niestety nie zjawiła się na tej imprezie aczkolwiek zjawiły sie dziewczyny mające praktyki w tej placówce :)
od słowa do słowa i pomiędzy karkóweczką i ziemniakami czas szybko minął i zaczęliśmy się po trochu wykruszać do spania.
ja poszedłem jako 3 od końca i na pacu boju zostali Kuba i Maniek. Grzecznie posprzątali po sobie i wracając do pokoju Kuba chciał sobie przyświecić aby nic nie zgubić po drodze. W miejscu gdzie standardowo znajduje się włącznik do światła (w normalnych warunkach) tutaj był włącznik do alarmu przeciwpożarowego. Testy tego urządzenia przebiegły w sposób błyskawiczny aczkolwiek sukces był połowiczny - alarm wył, ale straż się nie pojawiła... Nie wiem jak mam to interpretować - spaliłbym sie żywcem czy nie ?

Po rewolucjach nocnych następny dzień rozpoczął się po godzinie 11. Jako, że nikt z nas nie garnął się do motocykla postanowiliśmy urządzić pieszą wycieczkę. Mieszkając obok granicy byłoby grzechem nie wybrać się do naszych południowych sąsiadów. Od pomysłu do realizacji nie minęło więcej niż 20 min.






4,5 km dalej była miejscowość Oleśnica


 Gdyby ktoś tu trafił bardzo gorąco polecam restauracje LOVECKY ZAMECEK - przepyszne jedzenie w absurdalnie niskich cenach. Osobiście polecam zupę czosnkową i smażony ser, Majkel natomiast bardzo zachwala barszcz czerwony z mozzarellą.
Droga powrotna przebiegała etapami - raz szliśmy i moknelismy raz chroniliśmy się przed zacinającym deszczem po różnych zakamarkach :) Tym sposobem po przebyciu ok 14 km trafiliśmy na punkt startu co generalnie zakończyło nasze zwiedzanie Duszników-Zdrój.

Notkę pisałem dość późno więc przepraszam za ewentualne błędy językowe - o gramatycznych o ortografach nie będę nawet pisać :P